Tak! W końcu trener wystawił mnie w
pierwszym składzie. Poprawiłem się na treningach, więc zostałem
nagrodzony. Jakby tego było mało po rzucie wolnym wykonywanym przez
Fabregasa udało mi się zdobyć gola! Szybko podbiegłem do linii bocznej i
rzucając się na kolana spojrzałem w niego szepcząc kilkukrotnie imię
brata.
- Tęsknię za tobą. -
rzekłem do siebie ocierając pojedynczą łzę z policzka, a zaraz potem
poczułem rzucających się na mnie kolegów z klubu. Czułem się cudownie! W
końcu zagrałem udany mecz, strzeliłem gola i mogłem zadedykować go
Ericowi, który spoglądał na mnie z nieba.
Pakując
ostatnie rzeczy do torby usłyszałem dźwięk telefonu. W szatni panował
zgiełk i hałas, wszyscy mieli dobre humory, niektórzy nawet śpiewali. W
pewnym momencie Gerard i Cesc w ręcznikach wybiegli z łazienki i zaczęli
tańczyć coś niezidentyfikowanego, a reszta im śpiewała. Uśmiechając się
wyszedłem z szatni i odebrałem telefon.
- Słucham? - zapytałem na tyle głośno, by przekrzyczeć wyjących chłopaków.
-
Cześć Marc, mam nadzieję, że nie przeszkadzam. - usłyszałem głos Eleny,
Twojej przyjaciółki. Od razu przed oczami pojawiła mi się jej burza
rudych loków i duże, ciekawe wszystkiego piwne oczy.
- Nie, jest okej, właśnie miałem wychodzić z chłopakami. Coś się stało?
- Rose coś odwaliła. - jęknęła, wiedziałem, że płacze. - Dzwonił do mnie przed chwilą Pierre z 'Rêves Français' i prosił, żebym przyjechała po Rose, a ja jestem właśnie u rodziny w Valencii. - dodała.
-
Nie ma sprawy, załatwię to, tylko wyślij mi adres tego baru, zgoda? -
na tym zakończyliśmy rozmowę. Pobiegłem po torbę, przeprosiłem chłopaków
i odbierając sms od Eleny wyjechałem z parkingu i skierowałem się w
stronę baru. Nie wiedziałem, czego mam się spodziewać, nie wiedziałem co
w ogóle myśleć o tej całej sytuacji. Nigdy nie piłaś, przynajmniej ja
tego nie widziałem. Przed wyjściem chłopcy protestowali, jednak w takiej
sytuacji nie mieli nic do gadania. Musiałem Ci pomóc, to było
najważniejsze.
~*~
Spokojnym,
lecz zdecydowanym krokiem przemierzałem parking, by po chwili znaleźć
się u progu baru, o epickiej nazwie francuskie sny. Pierwszym co rzuciło
mi się w oczy była Twoja drobna sylwetka opierająca się o bar.
Trzymałaś w dłoni kolejny kieliszek wódki, ledwo trzymając się na
miejscu. Dookoła Ciebie stał niemały wianuszek adoratorów, którzy
namawiali Cię, do wypicia kolejnej kolejki. Kiedy dłoń jednego z nich
wylądowała na Twoich plecach pięści zacisnęły mi się tak mocno, że
kostki mi zbielały.
- Ej, panowie! - krzyknąłem dosłownie wdzierając się między nich. - Koniec tego dobrego! - dodałem.
- A ty kto? - zdziwił się jeden z nich zaciskając zęby, na pierwszy rzut oka było widać, że chce mi przyłożyć.
-
Ktoś kogo zapamiętasz do końca życia. - odparłem będąc już na skraju
kulturalnego zachowania. Przewyższałem go prawie o głowę, jednak nie
dawał za wygraną.
-
Chcesz się bić smarkaczu? - syknął. - Ta dziewczyna obiecała mi już
niespodziankę, nie zrezygnuję z niej. - dodał uśmiechając się. Tego już
nie zdołałem wytrzymać. Dosłownie rzuciłem się na niego porządnie
obijając mu gębę.
-
Marc! Przestań! - usłyszałem Twój głos. Wstałaś z krzesła i zataczając
się podeszłaś do nas. Dotknęłaś mojego ramienia na znak, bym wstał z
tego kretyna, co zrobiłem niechętnie. Facet odwrócił się na bok i
trzymał się za krwawiący nos. Na domiar tego będzie miał niezłe limo pod
okiem, z czego byłem wręcz zadowolony. Jedyne, co mnie dręczyło to
niespodzianka, którą mu obiecałaś. Po raz pierwszy w życiu miałem ochotę
się na Ciebie wydrzeć! Kompletnie nie rozumiałem Twojego zachowania.
- Co to miało do jasnej cholery być?! - zapytałem łapiąc Cię za łokieć byś szybciej wyszła z baru.
-
A na co ci to wyglądało? Powstrzymałam cię przed zabiciem tego kolesia.
- odparłaś wzruszając ramionami. - Co ty tu tak w ogóle robisz?
-
Nie zmieniaj tematu. Nie pytam o to. Co mu obiecałaś? - syknąłem robiąc
krok w Twoim kierunku. Milczałaś przez dłuższą chwilę gapiąc się w
swoje buty. - Pytam się o coś!
- Nie twoja sprawa. - odparłaś ledwo dosłyszalnie.
-
Nie moja? - podniosłem brwi. - Zgoda, niech ci będzie. Wracaj do tego
ciula i rób co chcesz. - zakończyłem odchodząc do samochodu. Wszystko we
mnie wrzało, chętnie sam bym tam wrócił i mocniej mu przyłożył. W tej
chwili byłam tak cholernie na Ciebie wściekły, że nie pojęłabyś tego.
-
Marc! Zaczekaj! - usłyszałem. Odwracając się rozłożyłem ramiona z
rezygnacją, a wtedy Ty wtuliłaś się we mnie łkając. Na początku nie
miałem zamiaru odwzajemnić gestu, jednak kiedy mocniej mnie ścisnęłaś
poddałem się.- Przepraszam. - wyszeptałaś chowając twarz w moje ramię.
Dygotałaś, zapewne nie tylko z zimna. Wziąłem Cię na ręce, wpakowałem na tylne miejsce samochodu i odjechałem z parkingu kierując się w stronę Twojego mieszkania. Co chwilę zerkałem w lusterko, by sprawdzić jak się czujesz. Opierałaś się o szybę i chyba spałaś. Po głowie wciąż chodziły mi słowa tego gnojka, nawet nie zauważyłem jak mocno ściskałem kierownicę, do czasu aż poczułem mrowienie w palcach.
W końcu dojechaliśmy. Powoli otworzyłem drzwi i wziąłem Cię na ręce, wcześniej wyjmując klucze z Twojej torebki. Po wejściu do mieszkania położyłem Cię na kanapie i zaraz pobiegłem do łazienki po jakieś wiadro. Wiedziałem czym do się skończy. Nie zdążyłem jednak. Kiedy przyszedłem już stałaś nad zlewem i wymiotowałaś.
- Wszystko dobrze? - zapytałem dotykając Twojego ramienia. Jedynie pokiwałaś przecząco głową i znów zwymiotowałaś. - Powiesz mi po co piłaś? - skrzyżowałem ręce i oparłem się o blat obok zlewu.
- A jak myślisz? - odparłaś łapiąc oddech i trzymając się za głowę.
- Szczerze? Nie pojmuję twojego rozumowania. - prychnąłem odkręcając zlew. Zaczęłaś grzebać w szafce, aż w końcu znalazłaś jakieś tabletki, nalałaś sobie wody i po połknięciu wróciłaś na kanapę. Wyglądałaś naprawdę strasznie. Miałaś zaczerwienione oczy, byłaś blada i zmarznięta. Przyniosłem z sypialni kołdrę i okryłem Cię nią.
- Zostaniesz ze mną? - jęknęłaś podciągając kołdrę pod głowę.
- Jasne. - uśmiechnąłem się lekko, jednak nie wiedziałem co o tym myśleć.
Od autorki: No, to kolejny rozdział, przepraszam, że tak krótki, ale postanowiłam podzielić go na dwa posty, mam nadzieję, że się podoba. Co sądzicie o losowaniu LM? Ja jestem zadowolona, mam nadzieję, że tym razem Real da popalić Bvb! No, to do napisania, Laurel!
PS. Jeżeli ktoś nie przeczytał, zapraszam na epilog resumen-de-la-vida!
Dygotałaś, zapewne nie tylko z zimna. Wziąłem Cię na ręce, wpakowałem na tylne miejsce samochodu i odjechałem z parkingu kierując się w stronę Twojego mieszkania. Co chwilę zerkałem w lusterko, by sprawdzić jak się czujesz. Opierałaś się o szybę i chyba spałaś. Po głowie wciąż chodziły mi słowa tego gnojka, nawet nie zauważyłem jak mocno ściskałem kierownicę, do czasu aż poczułem mrowienie w palcach.
W końcu dojechaliśmy. Powoli otworzyłem drzwi i wziąłem Cię na ręce, wcześniej wyjmując klucze z Twojej torebki. Po wejściu do mieszkania położyłem Cię na kanapie i zaraz pobiegłem do łazienki po jakieś wiadro. Wiedziałem czym do się skończy. Nie zdążyłem jednak. Kiedy przyszedłem już stałaś nad zlewem i wymiotowałaś.
- Wszystko dobrze? - zapytałem dotykając Twojego ramienia. Jedynie pokiwałaś przecząco głową i znów zwymiotowałaś. - Powiesz mi po co piłaś? - skrzyżowałem ręce i oparłem się o blat obok zlewu.
- A jak myślisz? - odparłaś łapiąc oddech i trzymając się za głowę.
- Szczerze? Nie pojmuję twojego rozumowania. - prychnąłem odkręcając zlew. Zaczęłaś grzebać w szafce, aż w końcu znalazłaś jakieś tabletki, nalałaś sobie wody i po połknięciu wróciłaś na kanapę. Wyglądałaś naprawdę strasznie. Miałaś zaczerwienione oczy, byłaś blada i zmarznięta. Przyniosłem z sypialni kołdrę i okryłem Cię nią.
- Zostaniesz ze mną? - jęknęłaś podciągając kołdrę pod głowę.
- Jasne. - uśmiechnąłem się lekko, jednak nie wiedziałem co o tym myśleć.
Od autorki: No, to kolejny rozdział, przepraszam, że tak krótki, ale postanowiłam podzielić go na dwa posty, mam nadzieję, że się podoba. Co sądzicie o losowaniu LM? Ja jestem zadowolona, mam nadzieję, że tym razem Real da popalić Bvb! No, to do napisania, Laurel!
PS. Jeżeli ktoś nie przeczytał, zapraszam na epilog resumen-de-la-vida!